Obóz

Trudno uwierzyć, ale mój maleńki synek już od września będzie uczniem drugiej klasy, a dwa dni temu wyjechał na swój pierwszy obóz zuchowy!

Samodzielne wyjazdy już miał i polubił, bo jeszcze w przedszkolu był na 5 dni w Zakopanem z dziećmi ze swojej przedszkolnej grupy, a na wiosnę na biwaku zuchowym weekendowym. Nie wspominając już o tygodniowych pobytach beze mnie u dziadków czy ponad dwutygodniowych wczasach nad morzem z dziadkami. Ale obóz zuchowy to już kolejny krok w „dorosłość” i samodzielność. Tym razem nie będzie łóżeczka w pokoju, ani światła, ani bieżącej wody. Czysta, żywa natura w lesie nad jeziorem i nocleg w namiocie. Ciekawa jestem wrażeń synka.

I mam nadzieję, że wróci tak samo szczęśliwy jak był w poniedziałek o 5:30 rano przed wyjazdem na dworcu …

WP_20160711_05_51_40_Pro

 

Rodzinnie

Intensywny weekend mieliśmy i do tego w dużym gronie czyli coś, co lubię najbardziej. Pojechaliśmy na rodzinny mały spęd do dziadków. Domik wyszalał się z trójką swoich kuzynów, poprzytulał się do cioci Uli i potarmosił wujka Zbyszka. No i tradycyjnie z wujkiem Darkiem poszalał.

Zrób na nocniku

Uwielbiam poczucie humoru mojego syna. Niepojęte to dla mnie zawsze było jak taki na przykład dwulatek już wykazywał poczucie humoru. Teraz już w przecież mam w domu czterolatka, więc okrzepłam w temacie :)
Domik w łazience siedzi na toalecie. Zaglądam i proszę, żeby się pospieszył, bo ja też potrzebuję.
Domik na to patrząc na mnie z łobuzerskim uśmiechem: To zrób na nocniku :D

Ciocia Renia przyleciała

Planów było sporo, ale pogoda trochę nas przystopowała. Nie było lotu (a raczej wzlotu) balonem, bo za bardzo wiało. Nie było odwiedzin na nowej żoliborskiej plaży, bo padało. Ale za to była wizyta w pobliskiej afrykańskiej restauracji i próba polubienia egusi (nieudana – na szczęście miła atmosfera zrekompensowała nasze doznania smakowe), śniadanie na Kępie Potockiej oraz piknik na Fortach Bema (rodzinnie). A bezDomikowo był koncert jazzowy na starówce (serce mi się krajało, jak patrzyłam na Domika, który buciki zakładał, bo przecież on zawsze chodzi ze mną na koncerty i teraz też chciał iść, a tu wieczór miał być bardzo długi i miał z tatusiem zostać), biesiada w prawdziwej restauracji włoskiej na Nowym Świecie oraz impreza salsowa (nic się nie zmieniło, w Warszawie nie proszą do tańca „obcych”, więc tylko raz zatańczyłam, dzięki operatywności Reni, która nam tancerza „załatwiła” :-D , ale i tak fajnie było posiedzieć, popatrzeć i potęsknić do salsowych imprez paryskich i londyńskich ;) ).

Z atrakcji dodatkowych była wizyta w myjni (nie ma to jak kreatywnie wymyślać gościom interesujące zajęcia – Domik w każdym razie był zachwycony) oraz wizyta w komisie i kupno nowego samochodu ;-)

W niedzielę odwieźliśmy Renię na dworzec i już sami pojechaliśmy na zamek królewski, gdzie w Arkadach Kubickiego był teatrzyk dla dzieci. Świetnie wykorzystane miejsce. Przy okazji odkryliśmy wąskie kamienne schodki, którymi można wdrapać się na wyższy poziom (parter) zamku. Przejście takim mrocznym starym korytarzem robi wrażenie :) Z atrakcji dodatkowych było jeszcze ręczne pluskanie się w fontannie na Mariensztacie.

Po tak mile rozpoczętym dniu, jeszcze cudowny wieczór nastąpił …

Byliśmy świętować dzień Francji na Saskiej Kępie. Sporo atrakcji dla dzieci. Fajny koncert piosenki francuskiej. Ale najważniejsze (dla mnie ;) ) było później. Pojechaliśmy do klubu na plaży na imprezę salsową. Domik myślał wcześniej, że będzie budować zamek z piasku, ale jak usłyszał muzykę i zobaczył, że ludzie tańczą od razu pobiegł na scenę. I zaprosił mnie do tańca. To najlepsza – pod względem tanecznym – impreza w Warszawie od dłuższego czasu, na której byłam. Wytańczyłam się. Domik jest nie do zdarcia :D Aż mojego T. ruszyło i zatańczyliśmy kilka kawałków razem. Od lat nie tańczyliśmy razem. A wczoraj Domik siedział na brzegu podestu i patrzył jak jego mamusia i tatuś tańczą.

Po pierwszym kawałku bił nam brawo :marzyciel:

A z jaką ciocią dzisiaj się zobaczymy?

Pięciodniowy pobyt u licznej rodziny na wsi to jednak za mało. Dużo cioć, wujków, kuzynów, kuzynek czyli Domik był w swoim żywiole. Policzmy. Byli więc ciocie i wujkowie: Marysia, Ula, Zbyszek, Janek, Grażynka, Rysiu, Darek, Anetka, Ania, Sławek, Marcin oraz kuzynostwo: Dawid, Angelika, Wiktor, Madzia, Bartek, Marysia i Szymonek. A tu jeszcze koleżanki i koledzy kuzynów… Działo się, oj działo ;) Nie mam się więc co dziwić, że po przyjeździe do naszego domu Domik kilka ciekawych komentarzy miał:
No to teraz będę się nudził w domu.
Mamusiu, a kto tam (w domu) na nas czeka?
A kiedy w końcu przyleci ciocia Renia?

Intensywnie rodzinnie

Wakacje w dużym gronie rodzinnym to raj dla Domika. Już samym faktem, ze jedziemy na wies i będą zwierzęta był podekscytowany (co prawda zbyt wielu tych zwierzat tu nie ma, bo sa tylko kury i kotki, ale zawsze to cos). A do tego liczne grono cioc, wujkow i kuzynow i ciagle się cos dzieje.

Kotek

Wczoraj – o dziwo – Domik zechciał ze mną porozmawiać przez telefon. O dziwo dlatego, że zazwyczaj nie lubi tej formy komunikacji. Albo tylko podbiega, łapie słuchawkę na chwilę i woła: Dzień dobry, do widzenia, nie mam czasu. :-D   Tym razem udało nam się całkiem poważnie porozmawiać, poopowiadał jak minał dzień, co robił, co się wydarzyło. Tyle że u niego to zawsze jest wypytywanie się o wszystko, na szczęście Babi stała obok Domika i podpowiadała mi, o co mam pytać ;) Bo moje dziecko nie jest z tych, które wszystko co  się działo relacjonują na bieżąco. Trzeba się wysilić, żeby dowiedzieć się co się działo (a i tak można usłyszeć historyjkę, która w tej małej głowie się zrodziła :-D)

- Co robiłeś?

- Bawiłem się

- Z kim się bawiłeś?

- Z Zosią

- W co się bawiliście?

Wczoraj nasza rozmowa była śmieszna, bo Domik rozmawiał nie ze swoją mamusią, tylko z kotkiem: Cześć kotku, jak się masz? (kotek – to efekt naszej niedzielnej zabawy). No i musiałam trochę pomiauczeć w odpowiedzi. :)

Synek na wakacjach

Zastanawiam się, czy powinnam się cieszyć czy wręcz przeciwnie. Domik został dzisiaj u dziadków i nie miał z tym najmniejszego problemu. Fakt, że nie jest to pierwszy raz, ale w sumie to mógłby może tak proforma dla mamusinej przyjemności się troszkę zbuntować, że on nie chce i że chce wracać ze mną? :)

Wyjeżdżałam akurat w porze jego poobiedniej drzemki (dzisiaj akurat był spokojny dzień i oczka same mu się zaczęły kleić). Chciał żebym się koło niego położyła. Po moim wyjaśnieniu, że nie mogę, bo zaraz będę na pociąg wychodzić, zapytał czy w takim razie Babi nie mogłaby się koło niego położyć. Dostałam buziaka na drogę i to było na tyle jeśli chodzi o tęsknotę :D

Bezdrzemkowo

Kolejny dzień bez drzemki. Dorasta mi synu? Z jednej strony cieszę się, że powoli czas bezdrzemkowy nastaje, bo tyle zawsze chcę robić w weekendy, a tu planując aktywności muszę zawsze mieć na uwadze, że musimy do domu wrócić, żeby Bąbel się wyspał. No i okazuje się, że popołudniu trzeba z planów zrezygnować, bo … Domik przespał :)
Z drugiej strony fajnie jest mieć czas tylko dla siebie w środku dnia.
Na pewno jeszcze nie raz będzie spał, ale dzisiaj akurat nie było czasu na to, bo zabawa na całego była z Magą. Choć w pewnym momencie popołudniu miał kryzys. Prawie zasnął na karuzeli wśród rozgadanych dzieci :D Wystarczyło jednak położyć się na 2 minutki na ławce i już bateryjki zostały naładowane na kolejne długie godziny.